Rozmaite zdjęcia z krzyża bywają, na przykład: zdjęcie z krzyża samotności Ktoś cię nagle odnajdzie, ugości, mówi na ty, jak w Kanie zatańczy, doda miodu, ujmie szarańczy
Albo:
zdjęcie z krzyża choroby Wstajesz z łoża jak Dawid młody- I już jesteś do pracy gotowy, gotów guza nabić Goliatowi
Ale są takie krzyże ogromne, gdy kochając- za innych się kona-
To z nich spada się jak grona wyborne- w Matki Bożej otwarte ramiona
niedziela, 24 czerwca 2012
TAKA SAMA W ŚRODKU Anna Świrszczyńska
Idąc na ucztę miłosną do ciebie zobaczyłam na rogu starą żebraczkę. Wzięłam ją za rękę, pocałowałam w delikatny policzek, rozmawiałyśmy, ona była taka sama w środku jak ja, z tego samego gatunku, poczułam to od razu, jak pies poczuje węchem psa drugiego. Dałam jej pieniądze, nie mogłam się z nią rozstać. Człowiekowi potrzebny przecież ktoś bliski. I potem już nie wiedziałam, po co ja idę do ciebie.
Spieszę Jan Nowy
spieszę do Katedry jak co miesiąc klęczę ściskając jeszcze nadzieję Oni mieli czyste paznokcie ja... tylko nadzieję na ich zbawienie
.
czwartek, 21 czerwca 2012
przychodzę
ks. Jan Twardowski
przychodzę Panie Boże już przestarzały z prośbą drobną żebyśmy nie zgłupieli ulecz nas Lenartowiczem Syrokomlą Lechoniem Kamieńską Baczyńskim z powstańcami przyjmij do siebie w złą noc ciemną tak jak dziewczynkę z zapałkami
.
środa, 20 czerwca 2012
Do Jezusa z warszawskiej katedry Jan Twardowski
Jezu z warszawskiej katedry Jezu czarny i srebrny – Cierpiący – rzuć na ręce niemego smutku więcej.
Jeszcze jedno cierpienie jeszcze jedno rozstanie – lampę jasną na stole jak najmniejsze mieszkanie.
Bardziej gorzką niewdzięczność – pożegnania, powroty – stułę taką by księżyc dowiązywał się złoty.
Jeśli las to szumiący – jeśli rzeki urwiste – a serce na złość ludziom i naiwne i czyste.
.
sobota, 16 czerwca 2012
Uspokojenie Juliusz Słowacki
Co nam zdrady! Jest u nas kolumna w Warszawie, Na której usiadają podróżne żurawie Spotkawszy jej liściane czoło śród obłoka, Taka zda się odludna i taka wysoka! Za tą kolumną, we mgły tęczowe ubrana, Stroi trójca świecących wież Świętego Jana; Dalej ciemna ulica, a z niej jakieś szare Wygląda w perspektywie sinej Miasto Stare; A dalej jeszcze we mgle, która tam się mroczy, Szkła okien - jak zielone Kilińskiego oczy, Czasami uderzone płomieniem latarni, Niby oczy cichego upiora spod darni.
Więc lada dzień, a nędza sprężyny dociśnie: To naprzód tam na rynku para oczu błyśnie I spojrzy w Świętojańską na przestrzał ulicę; A potem się poruszą wszystkie kamienice, A za kamienicami przez niebios otchłanie Przyjdzie zorza północna i nad miastem stanie; A za zorzą wiatr dziwne miotający blaski Porwie te wszystkie zemsty i te wszystkie wrzaski; Wicher jakiś z aniołów urobiony Pańskich, Oderwany jak skrzydło z widzeń Świętojańskich, Przezroczysty jak brylant, a jak ogień złoty, Który chwyci te zemsty, te światła, te grzmoty, Zwinie i nimi ciemną uliczkę zalęże, Jako brąz w niej zakipi, zaświszcze jak węże I naprze tak, że będzie trzęsąca się cała Jako wół sycylijski na miasto ryczała. Usłyszycie wy wtenczas, serc naszych złodzieje, Jaki wiatr z tej ulicy na miasto powieje; Przez harmonijkę tonów swój krzyk przeprowadzi, O kościół katedralny skrzydłami zawadzi, Porwie królewski zamek, otworzy jak trumnę, A potem na Zygmunta uderzy kolumnę I z marmuru wyciągnie jakieś echo skalne, Jakieś smętne, dalekie muzyki chóralne, Które ja dziś już chwytam myślą na pół senną. Słysząc ten wiatr i strunę pod wiatrem kamienną.
Więc kiedy kościół zadrży od stóp aż do skroni I płaczącym się głosem na miasto rozdzwoni, Więc kiedy ta kolumna w pomroku miesiąca Zostanie gdzieś na placach jak harfa grająca... To wtedy co? - Krzyk jeden jak burza ponura, Nie wiem, "Niech żyje Polska!", czyli też krzyk "Hurra!", Wyleci jak koń śmierci zerwany z wędzidła, O katedralny kościół otrze głośne skrzydła... A miasto co? - Słuchając z wyciągniętą szyją Powie: że tam się ciemni aniołowie biją, Że tam szatan ogniste przywoławszy moce Koń swój brązowy ciska i piorun gruchoce; Że jako Machabeusz pod zwalonym słoniem, Tak szewcy pod piorunem padają i koniem Zgruchotani; że księżyc na niebie odkryty Pokaże tę ulicę pustą, lud wybity, Piorun zagasły, walkę okropną skończoną, Ulicę całą ciemną i krwią zadymioną...
Więc kiedy miasto całe przestrachem ogłuchnie, To znowu ta ulica jednym wiatrem buchnie, Jednym krzykiem. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . A potem co? - Stojący uliczce na strychu Kościół się katedralny odezwie po cichu, Walkę i krzyk, różnymi wijący głosami, Jak organ rzuci miastu - głucho - akordami - Coraz głośniej; - i całą tę harmonię senną Roztrąci o kolumnę, tę strunę kamienną.
Wtem znów jeden z tych wrzasków, od których natura Wzdryga się - jeden "Vivat" uliczny i "Hurra!" Jeden z tych krzyków, które czynią, że skrzydlata Natura ducha w kościch tak jak ptaszek lata; Że duch na ustach staje i już nie jest zdolny Zatrzymać śmiech serdeczny i płacz mimowolny; Jeden z tych krzyków, który wnikając w człowieka Tak śpiewam w nim jak anioł, a jak szatan szczeka; Jeden z tych krzyków... szumem błyskawic nawalnym Uderzy, na kościele pęknie katedralnym, Pójdzie mimo, lecz skrzydłem o kościół otarty, Kamienie w nim wrzeszczące zostawi jak czarty, I wiele innych głosów, które zmartwychwstanie Zapieją, jak anioły związane w organie.
I jeszcze ta harmonia nie zamilkła senna, A już kolumna placu, ta struna kamienna, Tym samym wichrem bita, z rozwahanym czołem, Prym wzięła przed chóralnie jęczącym kościołem, I dwa te śpiewy już bez odpoczynku Będą miastu ogłaszać lud idący z rynku. Jeśliż ma ta ulica taką ciasną szyję, Że z niej - by słowo wyszło, to jak działa bije; Jeśliż na każdą formę naszego uczynku Tak srogo ona patrzy oczyma aż z rynku; Jeśliż lada noc, a z niej wystrzeli powstanie I w proch tego rozrzuci, kto na rychcie stanie; Jeśliż jest taka mocne, że przez nocy cieni Muzykę ciemną strachu wyrzuca z kamieni. A kolumny na swoje muzykanty stroi: To człowiek, który zawsze o zdradę się boi I wszędzie widzi tylko postrachu upiory,
Albo dzieckiem być musi, lub na serce chory.
piątek, 15 czerwca 2012
DO MOSKALI-SŁOWIAN C
. K. NORWID (Wiersz przypisany braci Warszawianom w upominku)
Moskale bracia! Co w was jest s z a t a n e m, Tegośmy na chrzcie polskim się wyrzekli, Tego już wasza moc w nas nie rozwściekli; Dał Bóg, że widnem to i odpoznanem; Dał Bóg, i po to w świat my się rozwlekli…
Ale c o p y c h ą j e g o, to nas trzyma, Jak zabitego kolano olbrzyma, W miedź rudą zbroi zakowane trwałej; Jak wielki odłam w drzwi zwalonej skały Trzęsieniem ziemi o dobie północnej;
Jak grzech, co, p ó k i n i e w y j a w i o n… mocny!
Ale da Pan Bóg, że i to poznamy!
Wtedy…
SZATAN
A czemu przerywasz? – czekamy… Ostatnie słowo powiedz jak mąż s z c z e r y.
PISARZ O s t a t n i e s ł o w o… to nie są l i t e r y!...
-
środa, 13 czerwca 2012
Mur Zbigniew Herbert Stoimy pod murem. Zdjęto nam młodość jak koszulę skazańcom. Czekamy. Zanim tłusta kula usiądzie na karku, mija dziesięć, dwadzieścia lat. Mur jest wysoki i mocny. Za murem jest drzewo i gwiazda. Drzewo podwędza mur korzeniami. Gwiazda nagryza kamień jak mysz. Za sto, dwieście lat będzie już małe okienko.
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Zmierzch Jeremi Przybora
Zmierzch wszedł cicho przez sień – twój profil jak cień rozpłynął się w mroku. Zmierzch, więc – chyba już czas – twój uśmiech mi zgasł i smutno jest wokół… Na zmierzch otworzę cichutko drzwi i nie zobaczysz, jak ciężko mi, jak bardzo ciężko mi iść, gdy zmierzch twą zakrył mi twarz i nie wiem, czy masz w oczach żal czy może – zmierzch?
Jest między nami wiele ciszy i bardzo mało słów. Słów więcej boję się usłyszeć – powiedzieć: „Mów”… Nie wiem, co się za ciszą kryje – nie wiem – czy wiedzieć chcesz. Więc może lepiej niech okryje słowa i ciszę zmierzch.
Zmierzch wszedł cicho przez sień – twój profil jak cień rozpłynął się w mroku. Zmierzch, więc – chyba już czas – twój uśmiech mi zgasł i smutno jest wokół… Na zmierzch otworzę cichutko drzwi i nie zobaczysz, jak ciężko mi, jak bardzo ciężko mi iść, gdy zmierzch twą zakrył mi twarz i nie wiem, czy masz w oczach żal